Dziś na cmentarzu w Orleanie (Francja) pożegnaliśmy mojego kuzyna Mirusia. Zmarł nagle w niedzielę 5 października 2014 roku w swoim mieszkaniu. Z Mirusiem mam wiele wspomnień. Te najcieplejsze i najmilsze są z lat 70-ątych, kiedy przyjeżdżał na wakacje i razem spędzaliśmy je u naszej babci Julci we wsi Kuziory. Później widywaliśmy się rzadko. Ostatni raz w 2008 roku. Rok temu chciałem razem z Zuzią jechać do Orleanu i spotkać się z rodziną w Orleanie. Miruś niestety tradycyjnie milczał i nie odpowiadał na maile, telefony i SMS-y.
Ostatni mail jaki od niego przyszedł zawierał kondolencje po śmierci Lidy. Napisał go dokładnie rok temu, 11 października 2013 roku:
Jestem bardzo smutny, kondolencje, życzę dużo odwagi, modlitwy i miłości do dzieci, całować Magda i Zuzia dla mnie.
Jestem wdzięczny Mirusiowi za muzykę, której mnie uczył odkrywać i słuchać, za francuski, którego mnie zaczął uczyć, za ubrania, które po nim nosiłem, za wiele godzin rozmów i za to, że był moim kuzynem.
Żegnaj Mirusiu.
Pogrzebałem za starymi zdjęciami i filmami. Niewiele ich jak na 51 lat znajomości.
To niezwykłe, że ostatni kadr z filmu to Lida i Miruś.