Msza Święta na Wiktorówkach 2020

Tradycyjnie spotkaliśmy się na Mszy w intencji ŚP. Marcina Kurasia i Lidy. Byliśmy pełni obaw, czy Marek zmagający się obecnie z chorobą dotrze. „Widać ktoś tam na górze nade mną czuwał. Może Marcin miał tam swój udział” – mówił wzruszony na spotkaniu po Mszy przy tablicy Marcina. Prawdziwą radość sprawiła nam obecność wnuczki Marka i Wandy. Mała Laura była głównym obiektem zainteresowania, bo nic tak nie cieszy jak nasze dzieci i wnuki. Tradycyjne wyjście na Rusinową Polanę i wycieczka Doliną Małej Łąki dała nam trochę przyjemnego kontaktu z naturą i górami.

Nie zabrakło piosenek przy wieczornym stole, wspomnień, rozmów i wspólnych posiłków. To wspaniałe, że dwa pokolenia potrafią raz do roku spotkać się i w tak miłej atmosferze spędzić miło wspólny czas w górach. Nie możemy zrezygnować z tej pięknej tradycji. Na Wiktorówkach raz do roku musimy być. Przez cały rok zbierze się zawsze zestaw próśb i modlitw do Matki Bożej Królowej Tatr, której obecność tam szczególnie czuć.

Do zobaczenia za rok!

Zobacz reportaż z tegorocznego pobytu na Wiktorówkach:

ŚP. Halina Krukowska – pożegnanie

Wrzesień stał się dla mnie miesiącem rocznic pożegnań. 5 września 2012 żegnaliśmy ŚP. Marcina Kurasia, 25 września 2013 moją Lidę, 10 września 2010 roku żegnaliśmy Tomka Rubisia, kolegę z RMF FM Zakopane, z kolei 9 września 2017 roku odprowadzaliśmy w Stalowej Woli na wieczny spoczynek moją Mamę. I wreszcie rok temu,  6 września 2019 roku swoją ostatnią drogę na Cmentarzu w Jeleniej Górze odbyła ŚP. Halina Krukowska, Mama mojego serdecznego przyjaciela Roberta Krukowskiego.

Wyjazd do Jeleniej Góry rok temu był bardzo spontaniczny, właściwie decyzja podjęta z dnia na dzień. Rodzina Krukowskich jest dla nas jak prawdziwa rodzina, tak samo jak Kurasiowie, choć żadne więzy krwi nas nie łączą. Ale łączy nas wieloletnia przyjaźń, wspomnienia, mnóstwo spędzonych wspólnie chwil i łączą nas nasze dzieci. Lida byłą Matką Chrzestną Przemka. Nie mogło mnie nie być na pogrzebie Mamy Roberta, Babci Przemka i jego uroczych sióstr. W pamięci pozostały mi 3 wspomnienia z tego dnia –  piękna, prawie letnia pogoda, długa droga konduktu wśród alei pięknego, zadrzewionego cmentarza i kazanie, jedno z najlepszych jakie słyszałem przy okazji pogrzebów. Do tej pory w głowie mi brzmi „…Ci, którzy odeszli wczoraj, mieli plany na dzisiejszy poranek, Ci, którzy odeszli tego poranka, mieli plany na wieczór. Nie traktuj więc życia, jak oczywistości, bo wszystko może się zmienić w jednej sekundzie…” Mądre słowa z ust mądrego księdza.

Nie znałem dobrze Pani Krukowskiej. Widzieliśmy się tylko kilka razy. Zapamiętałem ją jako kobietę elegancką, dostojną, a jednocześnie bardzo bezpośrednią i kontaktową.  

Żegnanie rodzica jest trudne i smutne. Przez głowę przelatują wspomnienia z dzieciństwa, szczęśliwe chwile i skojarzenia. Mnie w trakcie pogrzebu swojej Mamy ogarniała wielka wdzięczność i chęć mówienia po tysiąckroć „Mamo dziękuję… Dziękuję za życie, za dzieciństwo, za nieprzespane noce, za wychowanie, za wsparcie, za wiarę, za …modlitwę”.  Pewnie Robert miał podobne myśli i uczucia.

Moim drogim przyjaciołom Krukowskim i im dzieciom składam wyrazy współczucia. Dedykuję im ten wspominkowy reportaż. Jeśli oglądać go będziecie tylko raz w roku, rocznicowo, to wystarczy.  My pamiętamy o Pani Halinie i się za nią modlimy.

Nowy nagrobek

31 sierpnia 2019 roku, dokładnie w momencie kiedy byliśmy wszyscy po Mszy na Wiktorówkach za Lidę i Marcina zadzwonił telefon od wykonawcy. „Panie Krzysztofie, nagrobek gotowy” – padła informacja. Co za niezwykły zbieg okoliczności. Dokładnie 7 lat wcześniej w tym samym miejscu Lida była po raz ostatni poza domem na otwarciu tablicy pamiątkowej. To wtedy zażądała od nas, że musi TUTAJ być! To tutaj, 7 lat później zastał mnie telefon o nowym nagrobku, który ma wyrzeźbiony motyw kaplicy na Wiktorówkach i panoramy widzianej z Rusinowej Polany. Niech ktoś mi powie, że Matka Boska Królowa Tatr w Wiktorówek nie działała tutaj w ogóle!

ŚP. Marcin Kuraś i ŚP. Lida Nepelska – Msza na Wiktorówkach 2019

31 sierpnia 2019 roku, dokładnie w 7 rocznicę śmierci Marcina, tradycyjnie spotkaliśmy się na Wiktorówkach. Wzięliśmy udział w Mszy Świętej w intencji Marcina i Lidy, zapaliliśmy świeczki pod tablicą Marcina, pomodliliśmy się i jak zwykle poszliśmy na Rusinową Polanę, by podziwiać wspaniałą panoramę Tatr słowackich. Było nas trochę mniej niż poprzednio, ale integracja „młodych” i „starych” przebiegła w sposób fantastyczny. Cieszymy się, że możemy tym młodym przekazywać tradycję, że zawsze pod koniec sierpnia nasze miejsce jest na Wiktorówkach.

Zobacz reportaż z naszego spotkania:

Zobacz zdjęcia z naszego cudownego spotkania:

13.Msza w Wiercicy 2019

W niedzielę 2 czerwca 2019 roku tradycyjnie modliliśmy się za Marcina, Lidę, Łukasza i Mariolę w trakcie Mszy nad jaskinią Wiercica. Przed Mszą została poświęcona figura Św. Jana Bożego, założyciela zakonu Bonifratów, ufundowana przez organizatora Mszy – Klub Speleo- Myszków. Pan Prezes Klubu dotrzymał przyrzeczenia danego rok wcześniej. Do Św. Jana Bożego modlimy się przede wszystkim o zdrowie i w sprawach trudnych. Wg Wikipedii Św. Jan jest patronem Grenady, księgarzy, pirotechników, chorych, pielęgniarek i szpitali, opiekunem służby zdrowia, strażaków. Jest również patronem założonego przez siebie Zakonu Braci Miłosierdzia (w Polsce zwanych bonifratrami). Msdzę tradycyjnie już poprowadził zapalony grotołaz – Ks. Zenon Krzysztof Tomasiak, kustosz Sanktuarium Dzieciątka Jezus w Jodłowej.

Zobacz reportaż z Mszy:

Oglądnij galerię zdjęć z naszego pobytu nad Wiercicą w 2019 roku:

Msza Święta w intencji ŚP. Władysławy – 1. rocznica śmierci

Wrzesień to miesiąc rocznic. 5 września 2017 roku odeszła moja Mama, 18 września 2013 moja żona, to miesiąc wspomnień, modlitw i tęsknoty. W naszym kościółku na Woli Justowskiej modliliśmy się w intencji Mamy. Mszę odprawił nowy kapłan, ksiądz Bartosz. Tylko to możemy robić dla naszych zmarłych – modlić się, pamiętać i być wdzięcznymi za to, co dla nas zrobili.

 

Zobacz krótki reportaż z tej Mszy. Mamo! Kochamy Cię, pamiętamy i modlimy się!

Pożegnanie ŚP. Artura Trojaka

10 maja 2018 roku na skutek choroby nowotworowej zmarł mój szkolny kolega ŚP. Artur Trojak. W Szkole Podstawowej nr 1 w Stalowej Woli chodziliśmy razem od 4 do 8 klasy. Koledzy nadali mu ksywkę „Mutek”. Ja byłem „Wasalem”. W naszej paczce był jeszcze ŚP. Staszek Wolanin, Jacek Gawryl i „Pijak” – Piotrek Surma. Ponieważ wszyscy  mieszkaliśmy blisko siebie, więc sporo czasu spędzaliśmy razem. Wychowawcą naszej klasy był ŚP. Robert Wiciński – wspaniały nauczyciel języka polskiego.

Niestety po podstawówce nasze drogi z Arturem się rozeszły. Ja poszedłem do Technikum do Niska a potem na studia do Krakowa, on został w Stalowej i poszedł do wojska. Spotykaliśmy się sporadycznie. Ostatnie spotkanie miało miejsce w lipcu 2012 roku na pogrzebie naszego kolegi Ś.P. Stasia Wolanina. Byliśmy jedynymi kolegami Stasia z klasy, którzy przyszli go pożegnać.

Zobacz krótkie wspomnienie o Arturze i ujęcia z naszego ostatniego spotkania na pogrzebie Stasia:

W czasie Świąt Bożego Narodzenia 2016 roku dowiedziałem się o chorobie Artura. 3 lata wcześniej na to samo zmarła Lida, nie odważyłem się wtedy spotkać się z nim, popatrzyć mu w oczy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Nie umiałem.  Nie miałem nic mądrego do powiedzenia, choć trzymałem kciuki, żeby z tego wyszedł. Cieszyłem się kiedy widziałem od niego życzenia urodzinowe, zaniepokoiłem się kiedy poprosił o olej z konopi indyjskich. Zacząłem załatwiać dostawę i nagle ten straszny SMS od Jadzi Skiby Wolanin, siostry Stasia: „Krzysiu,nie wiem czy wiesz, zmarł Artur Trojak. Pogrzeb jutro 12.05 o godz 10. Pozdrawiam”. Zrezygnowałem z zaplanowanej imprezy radiowej w Krakowie, wsiadłem do auta i przyjechałem. Musiałem tu być i pożegnać Artura. Dobrze, że kilku kolegów się też pojawiło. Był Jasiu Kowalczuk, Darek Welończyk i Wiesiu Kulig.

Dla tych, co nie mogli być lub nie wiedzieli, że trzeba być, przygotowałem krótki reportaż z pożegnania Mutka. Poświęć te 9 minut i zobacz to pożegnanie:

 

Składamy żonie Czesi, córce Madzi i siostrze Artura wyrazy współczucia. Wiem z własnego doświadczenia, że ważne jest wsparcie innych, rozmowy, spotkania, ale i tak przez takie wydarzenie trzeba przejść samemu i na nikogo innego nie można liczyć. Bądźcie silne.

Będąc w Stalowej Woli za każdym razem jestem na Cmentarzu. Odwiedzam najpierw grób Stasia Wolanina, potem moje groby rodzinne, idę zawsze na grób naszego wychowawcy Roberta Wicińskiego. Od teraz zawsze też będę na grobie Artura.

Poniżej miejsce jego wiecznego spoczynku:

Zobacz zdjęcia wspominkowe i z pogrzebu:

 

Ś.P. Jerzy Brański -ukochany Dziadziuś – 20. rocznica śmierci

6 lutego 2018 roku minęła 20. rocznica śmierci Ś.P. Jerzego Brańskiego, ukochanego ojca, dziadzia, męża, brata i teścia. Tata Lidy był wspaniałym człowiekiem. Z charakteru stanowczy, władczy i rządzący, z serca – kochający, opiekuńczy i wspierający. W całym moim życiu tylko przez 8 lat miałem prawdziwego ojca. To był Tata Lidy, mój teść. Od 1990 roku, kiedy się z Lidą pobraliśmy, aż do 1998 rok, do jego śmierci był dla mnie kimś  więcej niż zwykłym teściem.

Nigdy nie zapomnę tego zdarzenia w 1990 roku. Koniec studiów, ślub, wymeldowanie z Krakowa, decyzja o powrocie do Jedlicza. Lida zameldowana w domu wujka Ziutka Trynkiewicza w Jedliczu, ja w Stalowej Woli. Po tym jak okazało się, że do Wujka domeldować się nie da (zbyt duży bałagan meldunkowy sic?), dzień później, bez chwili zwłoki, mój teść zameldował mnie u siebie w domu. Taki był. Szybki, zdecydowany, pomocny, otwarty i bezkompromisowy. Zawsze wyrozumiały i słuchający. W potrzebie zawsze gotowy do pomocy.

Uwielbiał swoją pierworodną wnuczkę Magdę. Te 3 lata kiedy mógł ją poznać i  z nią się bawić były cudowne. Szkoda, że Madzia pamięta te czasy tylko ze zdjęć i z filmów. Szkoda, że w wieku 3 lat straciła swojego ukochanego Dziadzia. Dziś kiedy ogląda filmy z tamtych czasów płacze i żałuje, że nic nie zostało w jej własnych wspomnieniach. W dniu pogrzebu została w domu z Ciocią Jańcią.

 

Ś.P. Jerzy Brański urodził 1 kwietnia 1937 roku się w Potoku (woj. Podkarpackie) jako syn Franciszka Brańskiego i Marii Łętkowskiej. Edukację zakończył na poziomie szkoły średniej. Z egzaminu na studia uciekł, co zawsze było zabawną historią opowiadaną przez niego przy okazji rodzinnych spotkań. Swoje życie zawodowe na zawsze związał z Rafinerią Nafty w Jedliczu. Był tam na początku szarym pracownikiem, aż dzięki swojej pracowitości i talentom w zarządzaniu ludźmi doszedł do stanowiska Kierownika Działu Spedycji – duża odpowiedzialność w kluczowym segmencie operacyjnej działalności rafinerii. Jego pracownicy zawsze podkreślali, że był surowy, wymagający, zorganizowany, ale jednocześnie sprawiedliwy i dbający o swoją załogę. „Kierownik Brański” był marką samą w sobie w tym jednym z najważniejszych i największych przedsiębiorstw Podkarpacia.

Kolejny nawrót choroby nowotworowej nastąpił w 1996 roku. Badania, zabiegi chirurgiczne, wizyty u wielu specjalistów, pobyt w I Klinice Kardiologii w Krakowie nic nie pomogły. Teść zmarł 6 lutego 1998 roku w szpitalu w Krośnie. Pochowany został na cmentarzu w Jedliczu. Nieocenionej pomocy w tym okresie udzieliła Pani Misiunia – Józefa Nowakowa, przyjaciółka rodziny z Jasła.

 

Pamiątkowy film wraz z reportażem z Mszy Świętej odprawionej w intencji ŚP. Jerzego Brańskiego z okazji 20. rocznicy śmierci:

 

Odszedł kolega Lidy z Liceum – ŚP.Wacek Wilk

13 stycznia 2018 roku nagle i niespodziewanie zmarł ŚP. Wacek Wilk. O tym smutnym wydarzeniu powiadomiła mnie Jola Rak. Ostatni raz widziałem Wacka na spotkaniu klasowym we wrześniu 2016 roku. Wcześniej widziałem go na pogrzebie Lidy, we wrześniu 2013 roku. Wcześniej, ja i Lida rozmawialiśmy raz z Wackiem w Klinice Onkologii na Garncarskiej w Krakowie, w miejscu pracy Wacka. Lida była w trakcie leczenia i wizyty na Garncarskiej były codziennością. Wcześniej z Wackiem Wilkiem widywała się sporadycznie, głównie na wspólnych obchodach rocznicy matury. Zdjęcie powyżej pochodzi z 20-lecia matury w Krośnie. Pamiętam jak Lida wspominała czasy licealne. O Wacku mówiła zawsze dobrze, ciepło i współczująco, bo Wacek wiecznie chorował. Bardzo go lubiła. Żałuję, że nie było okazji do częstszych kontaktów z Wackiem i jego rodziną. Z licealnych przyjaciół w Krakowie mieszkali tylko Jola Rak (z domu Andrzejczak) i Wacek. Z Jolą i jej rodziną widywaliśmy się w miarę często, z Wackiem prawie nigdy. Szkoda, już tego nie nadrobimy. A może uda się nadrobić i spotykać się z rodziną Wacka.

Jestem pod dużym wrażeniem pogrzebu Wacka. Zimny, styczniowy dzień, a przyjechało mnóstwo osób, żeby go pożegnać. Wzruszające pożegnanie dr Andrzeja Gruchały (kiedyś badał próbki Lidy) i szczególnie emocjonalne pożegnanie przyjaciela Wacka z pracy. „Zdałeś celująco egzamin z życia” – tę sentencję na zawsze zapamiętam.

I jeszcze jedno zapamiętam –  Tamara, żona Wacka, niosąca urnę z jego prochami. Godnie i dostojnie. Pierwszy raz w życiu widziałem na pogrzebie, żeby najbliższa osoba sama niosła urnę. Taki ostatni akt oddania i poświęcenia się małżonkowi. Piękny gest. Takie pełne i do końca towarzyszenie zmarłemu w jego ostatniej drodze tu na ziemi.

 

Od śmierci Lidy jeżdżę na pogrzeby i dokumentuję te uroczystości. Czasem pytam się sam siebie, po co ja to robię? I sam sobie odpowiadam. Bo pogrzeb, to takie samo ważne wydarzenie jak urodziny, chrzest czy ślub. Pamięć ludzka jest zawodna. Nie pamiętamy kazań, przemów, ludzi, obrazów. Poza tym, z doświadczenia wiem, że takie nagrania docenia się dopiero po latach, kiedy mijają emocje, kiedy przychodzi pogodzenie się i nastaje okres wspominania zmarłych, modlenia się za nich i obchodzenia rocznic. Ten reportaż będzie oglądany tylko raz w roku. I dobrze. I tak powinno być. Jest jeszcze jedna dobra strona takiej dokumentacji. Nie każdy może przyjechać i pożegnać przyjaciela. Wiele koleżanek i wielu kolegów Wacka mieszka zagranicą. Myślę, że chętnie poświęcą 13 minut, żeby oglądnąć ten reportaż i choćby w ten symboliczny sposób pożegnać Wacka. Jeśli zrobi to choć jedna osoba, to już moja praca się na coś przyda.

Składam Tamarze, jej córce i rodzicom Wacka wyrazy współczucia. Zachowam Wacka w pamięci jako dobrego człowieka, mądrego lekarza i naukowca oraz towarzysza dla Lidy tam gdzieś w niebie.

Zobacz reportaż z pożegnania Śp. Wacka Wilka

Zobacz galerię zdjęć:

Odeszła Ciocia Jancia

Kolejna ukochana Ciocia Lidy dołączyła do niej. Najpierw Ciocia Hania, potem Ciocia Dusia, a teraz Jancia. Dużo wcześniej prawie 10 lat temu Ciocia Jadzia Trynkiewicz. Ciocia Jancia była osobą niezwykłą. Zawsze pełna energii, żywotna, zdecydowana, w Potoku u Cioci  byliśmy za każdym razem pobytu w Jedliczu czy w Krośnie. Ten obowiązek bycia u Cioci za każdym razem Lida zostawiła mi jako obowiązek i jako pośmiertny nakaz. Spełniłem to oczekiwanie. Bywałem u Cioci zawsze. Ostatnim razem pojechałem 18 listopada 2017 roku. Jak zwykle kupiłem kwiaty, i jak zwykle zadzwoniłem na domowy telefon. Kiedy usłyszałem, że nie ma takiego numeru zaniepokoiłem się. Wystarczył jeden telefon do Wujka Tośka w Bielsku i potwierdziła się najgorsza obawa. Ciocia zmarła 5 listopada 2017 roku po rozległym wylewie, nie odzyskała przytomności, tak jak moja Mama.  Pogrzeb odbył się 9 listopada 2017 roku na Cmentarzu w Potoku (Sektor:II, Rząd:I, Numer:1, Pochowani: ŚP.Kazimierz Pankiewicz ur. 1925-02-23 – zm. 1987-07-12, ŚP.Janina Pankiewicz ur. 1927-12-04 – zm. 2017-11-05)

Dziwnym zrządzeniem losu nie dowiedziałem się o śmierci Cioci i dacie pogrzebu. Pewnie tak miało być. Tym bardziej wspominam moją ostatnią wizytę u Cioci w niedzielę 30 kwietnia 2017 roku. Ciocia miała duży problem z chodzeniem, kluczyk do domu podała mi przez okno. Rozmawialiśmy jak zwykle o moich córkach, wspominaliśmy Lidę, opowiadałem o naszych planach wakacyjnych. Żegnałem się do zobaczenia jesienią, bo planowałem listopadową wizytę na grobach w Jedliczu. Już się w Potoku z Ciocią nie spotkam, za to zawsze przejeżdżając przez Potok będę na jej grobie.

Wracam często do reportażu, który nakręciłem dokładnie 7 lat temu, w listopadzie 2010 roku. Pojechaliśmy z Lidą do Cioci, by opowiedziała nam historię swojego wujka Antoniego Brańskiego, który zginął w obozie w Auschwitz-Birkenau. Powstał z tego  27 minutowy reportaż, który zamierzałem wysłać do Repozytorium Cyfrowego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Z jakiegoś powodu jeszcze tego nie zrobiłem. Zrobię to teraz, gdyż obu osób, które tam odgrywały główne role już z nami nie ma.

W ostatnią niedzielę poświęciłem chwilę, by zrealizować pamiątkowy pożegnalny film. Są tam też fragmenty reportażu. Taką ją zapamiętam, jak na tym materiale:


 

Zobacz galerię zdjęć.

 

.